Zagubione słowa

By 6 października 2020Notatki człowieka

Sytuacja, którą obserwowałam kilka dni temu nie chce opuścić mojej pamięci. Na początku czułam, że potrzebuję napisać o niej kilka słów, ale zrezygnowałam i myślałam, że zostanie tylko dla mnie – prawdopodobnie kiedyś znów do mnie wróci, a wspomnienie będzie wskazówką o potrzebie uważności. Dni jednak mijają, a moja wyobraźnia nieustannie z troską transportuje mnie do tamtego momentu.

Widziałam to już przecież tyle razy… Osoba w kryzysie bezdomności podchodzi do osoby stojącej przy przystanku. Zachowuje dystans, ale zaczyna mówić. Przez chwilę nic się nie dzieje, jakby tworzyła się pustka i przepaść w komunikacji. Osoba, do której dociera komunikat podnosi na chwilę głowę, patrzy w oczy i jest nadzieja, że ocali te słowa, że je przyjmie, że nie staną się one tylko przypadkowymi literami… Biorę głęboki oddech, zaciskam mocno dłonie, czekam na rozwój tej akcji bez działań i … widzę to obojętne spojrzenie, które pozwala tej osobie na milczące spuszczenie głowy i powrót do analizy ekranu swojego telefonu. I nagle wcześniej wypowiedziane słowa stają się równie bezdomne. Gdzieś ulatują, próbują jeszcze chwilę pukać do drzwi, ale tracą nadzieję, gdy ponownie nie otrzymują odpowiedzi. Odchodzą rozproszone, trochę zawstydzone, trochę zrezygnowane. Stają się już tylko pojedynczymi literami, niezrozumiałymi, które kiedyś znów podejmą próbę stworzenia komunikatu, aby ponownie zapukać.

Zdaję sobie sprawę, że w momencie obserwacji nie oceniałam tej osoby, która zdecydowała, że zignoruje słowa. W danej chwili mogła mieć przecież wiele powodów, dla których zareagowała tak, a nie inaczej. Co jednak poruszyło mnie mocno, to te litery, które niechcący potrąciły mnie w trakcie swojego odwrotu. Nagle zaczęłam się zastanawiać ile razy to ja pozwoliłam czyimś słowom się zagubić i czy miałam wtedy naprawdę powód?

człowiek