Ty dajesz mi siłę!

By 22 sierpnia 2019zaproszenie

Zachwycają mnie momenty, w których ktoś opowiada o swoim doświadczeniu spotkania z drugim Człowiekiem. Często stanowią dla mnie odkrycie nowego spojrzenia na rzeczywistość, a innym razem są po prostu bliskie mojemu sercu. Lubię, gdy ludzie otwarcie opowiadają o tych chwilach, w trakcie których dostrzegają, są, rozmawiają, milczą. Lubię, gdy dzielą się zaskoczeniem, Radością, wzruszeniem, cierpieniem. Dlatego, gdy dostałam wiadomość od jednego z czytelników bloga, w której opisywał swoje przeżycie, odczucia i zrozumienie – wzruszyłam się stokrotnie, a następnie od razu pomyślałam, że nie chcę zatrzymać tych słów tylko dla siebie. Po jednym pytaniu i natychmiastowej zgodzie, zostawiam Wam do przeczytania piękne świadectwo człowieczeństwa.

“Rafała poznałem kilka miesięcy temu, choć nie pamiętam, kiedy minęliśmy się na osiedlu po raz pierwszy. Początkowo nie zwracał szczególnie mojej uwagi, praktycznie nie dostrzegałem takich ludzi. Jednak, gdy moje spojrzenie na osoby potrzebujące i bezdomne uległo zmianie, otworzyły mi się oczy i uświadomiłem sobie, że zawsze tu był, klęczał ze spokojem, spuszczoną głową, trzymając w rękach zgniecioną czapkę, która co jakiś czas przyjmowała dźwięk wrzucanych monet. Zrozumiałem, że muszę coś zrobić, mimo strachu, niepewności i zdenerwowania. Nie mogłem ułożyć żadnego planu czy strategii rozmowy, więc podszedłem, przywitałem się i po prostu zapytałem o samopoczucie. Rafał był trochę zdziwiony, ale rozmawiał ze mną na tyle swobodnie, że nie czułem się jak intruz. Było to kilka prostych zdań o tym gdzie mieszka, jak się czuje, czy nie potrzebuje kontaktu z jakimś ośrodkiem pomocy. Najtrudniejsze było jednak pożegnanie. Nasz pierwszy uścisk dłoni był niepewny, widząc jego opuchnięte palce, chciałem instynktownie cofnąć rękę, ale przełamałem się i jego brudna skóra dotknęła mojego świata uprzedzeń. Jak taki standardowy, prosty gest mógł się wtedy wydać dla mnie takim ciężarem? Jego dłonie urosły w mojej wyobraźni do rangi poważnego zagrożenia zdrowia czy życia, walczyłem ze strachem, który ciągnął mi rękę do tyłu. Poczułem jednak wtedy po raz pierwszy, że te złączone dłonie, były łącznikiem naszej godności, że zarówno ja i On staliśmy się bardziej ludzcy. Tak, pierwsze co zrobiłem po przyjściu do domu to umyłem ręce tak dokładnie i długo, jak nigdy wcześniej, ale mydło, które zdzierało piach z moich rąk, zmywało też bród i uprzedzenie z mojego serca. Dzisiaj, gdy widzę Rafała, podchodzę do niego jak do kumpla. Bardzo się polubiliśmy. Gdy klęczy, siadam obok i rozmawiamy. Nie umiem patrzeć na Niego z góry. Ostatnio przyznał mi szczerze, że trochę “popłynął” i nie czuje się dobrze. Na tyle ile potrafiłem, myśląc by nie zabrzmiało to zbyt banalnie, próbowałem go pocieszyć i przekonać, że zawsze może znaleźć w sobie siłę, by zawalczyć jeszcze raz. Usłyszałem wtedy słowa, które wprowadziły mnie w osłupiające zdziwienie: “To ty dajesz mi siłę! Takie spotkanie z tobą od razu podnosi mnie na duchu.” Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jakie znaczenie mogło mieć dla Niego tych kilka minut, które dawałem mu od siebie za każdym razem, gdy Go mijałem. Miałem wrażenie, że nie jedynie On to mówił, że powiedział to do mnie jeszcze Ktoś inny. Moje zdumienie zostało kiedyś bardzo dobrze wyrażone w słowach “Panie (…) kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? ” (Mt 25,39). Jako chrześcijanin, patrzę teraz inaczej na te spotkania. Słowa “Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” zawsze zmieniają moją optykę. Gdy widzę potrzebującego, podchodzę, starając się nawiązać kontakt, porozmawiać. Widzę ile zwyczajna rozmowa zmienia, jak wiele może uczynić dobra, które nie jest w zasięgu metalowych krążków. Gdy widzę potrzebującego, podchodzę, aby nie zostać bez odpowiedzi, gdy zadaję sobie pytanie gdzie mogę znaleźć żywego Boga. On zawsze tu klęczy ze zgniecioną czapką, którą trzyma brudnymi, opuchniętymi palcami.”