Rok z człowiekiem

By 24 października 2019tutaj zacznij, zaproszenie

Cześć!

Mija rok od czasu, kiedy postanowiłam założyć bloga. Przypominam sobie pierwszy tekst, który wtedy opublikowałam. Wyrażałam w nim słowa buntu i niezrozumienia do rzeczywistości wykluczającej i gardzącej innością. Opisywałam doświadczenie dwóch spotkań, które zaczynały zmieniać moje spojrzenie. Od tego czasu doświadczyłam wielu nowych spotkań, którymi również na przestrzeni miesięcy chciałam się podzielić. Jeszcze wyraźniej zrozumiałam czym jest współistnienie i co możemy zrobić, żeby budować wzajemny szacunek oraz wrażliwość na drugiego Człowieka.

Na blogu bardzo często poruszam temat doświadczenia spotkania z osobami w kryzysie bezdomności, gdyż to właśnie z Nimi najczęściej mam codzienny kontakt. Jednak w tym czasie zdążyłam dostrzec wymiar wykluczenia i jego falę, która powoli zalewa każdą i każdego, kto cechuje się różnicą. Pojawiło się we mnie pragnienie przełamania stereotypów i działania, które będzie stanowiło zaproszenie do porzucenia uprzedzeń, zaproszenie do nowego poznania. Stąd drobne podsumowanie tej siły spotkań, ludzi, rozmów i wydarzeń, w które zaangażował mnie ten rok i kilka myśli, które w związku z nimi we mnie zostały.

W każdą środę wraz z cudownymi ludźmi ze wspólnoty Hanna spotykam się z osobami w kryzysie bezdomności. Wspólnie również organizujemy drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia z naszymi przyjaciółmi z Plant oraz Metamorfozy, gdzie osoby ubogie i bezdomne mogą skorzystać z bezpłatnych usług najlepszych fryzjerów z Krakowa. Prowadziłam również warsztaty pisarskie podczas Światowego Dnia Ubogich.

Czas pozwolił mi na zbudowanie serdecznej więzi z bezdomnym mężczyzną na osiedlu w moim rodzinnym mieście, który po kilku miesiącach stał się moim Bratem. Podobne więzi buduję również z wieloma innymi kumplami z ulicy, których spotykam na przystankach, w tramwajach, na ulicy, przed kościołami czy na ławkach.

Poznałam również w Krakowie rodzinę z Czeczenii, z którą potem ponownie spotkałam się w Warszawie i która otoczyła mnie niezwykłym ciepłem i serdecznością. Ciągle mamy wspólny kontakt.

Brałam udział w warsztatach dla dzieci niewidomych i słabowidzących prowadzonych przez grupę z „Cricoteki” (Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora w Krakowie), podczas których stworzyłam dźwiękowy reportaż.

Wraz z autorami bloga Islamista organizowałam Multicultural Poetry Evening, podczas którego wszyscy mogli doświadczyć i zrozumieć jak wiele może łączyć, mimo różnic kulturowych.

Brałam udział w wydarzeniach dotyczących uchodźców oraz islamu, również organizowanych przez twórców bloga Islamista. Byłam po raz pierwszy w Islamskim Centrum Kultury w Krakowie, gdzie rozdawaliśmy zaproszenia na Wieczór Solidarności z krakowską wspólnotą muzułmańską w Urzędzie Miasta Kraków, który organizowali Anna i Karol Wilczyńscy w związku z zamachami, które miały miejsce w Nowej Zelandii. Podczas tych wydarzeń poznałam uchodźców i muzułmanów, poznałam ich historie, zwyczaje, wiarę i spojrzenie na rzeczywistość.

Brałam udział w panelu dyskusyjnym pt. “Co mogę zrobić w sprawie głodu na świecie?”, który utwierdził mnie w przekonaniu, że drobne zmiany jednostek nie pozostają bez znaczenia.

Poznałam kobietę, pochodzącą z Syrii, która nazywa mnie córką, a ja odnajduję w niej mądrość i wrażliwość matki.

Współorganizowałam modlitwę o pokój na Ukrainie. Wzmocniłam wtedy więź z moimi dobrymi znajomymi z uczelni, pochodzącymi z regionów objętych konfliktem.

Niezwykli przyjaciele wydrukowali moją książkę “W wolności?”, w której poruszam tematykę wykluczenia, życia na ulicy i odnajdywania domu.

Ostatnio doświadczyłam pięknego spotkania z członkami Stowarzyszenia „Tęcza”, gdzie wraz z dzieciakami z Zespołem Downa spędziliśmy czas w krakowskiej Papugarni.

Obecnie uczęszczam na wykłady dotyczące współczesnych Romów, gdzie ponownie odkrywam jak wiele uprzedzeń włada społeczeństwem.

Nieustannie rozmawiam z osobami wykluczonymi z powodu swojej orientacji seksualnej, koloru skóry, wiary, sytuacji materialnej. Słucham o odrzuceniu, strachu i depresji.

Dlaczego wymieniam te wszystkie osoby, działania i spotkania? Bo o każdej z wymienionych grup niejednokrotnie słyszałam i ciągle słyszę stereotypy, pogardliwe hasła i powstające wokół nich wykluczenie. Gdy zaczynałam tworzyć bloga, wiedziałam, że się na to nie godzę. Po roku spotkań, wysłuchanych historiach i wiedzy, którą zdobyłam, zobaczyłam, że ŻADNE z uprzedzeń, o których mówiono nie miało w sobie prawdy. Ludzie, których poznałam nie mieli w sobie NIC ze stereotypów, którymi operuje społeczeństwo oraz media. Ludzie, których poznałam byli kobietami i mężczyznami, posiadającymi trudną przeszłość, ciężką teraźniejszość lub brak nadziei na przyszłość. Jednocześnie mieli w sobie więcej miłości i zaufania niż jednostki budujące obraz rzeczywistości na podstawie stereotypów.

Gdy o tym mówię, często słyszę, że jestem naiwna. Słyszę, że życie pokaże mi swój prawdziwy ciężar i że jestem za młoda, żeby zrozumieć poważne problemy i nieciekawą rzeczywistość. Słyszę, że kiedyś entuzjazm minie.

Nie godzę się z tymi stwierdzeniami. Każdemu z działań, któremu całkowicie się oddałam, nie towarzyszyła naiwność, a nadzieja. Nadzieja pozwalająca zrobić kolejny konkretny krok. Rebecca Solnit w fantastycznej książce „Nadzieja w mroku” pisze: „[…] Nadzieja nie przypomina kuponu na loterię, który można kurczowo ściskać w dłoni, siedząc wygodnie na kanapie i spodziewając się szczęśliwego trafu. Mówię to, gdyż nadzieja to siekiera, którą rozrąbuje się drzwi w sytuacji nagłej konieczności, bo nadzieja powinna nas wypychać za drzwi, bo musicie dać z siebie wszystko, by wytrącić przyszłość z kolein wiodących ku niekończącej się wojnie, ku unicestwieniu całej planety, jej bogactw i skarbów, i ku uciskowi biednych i zmarginalizowanych. Nadzieja oznacza po prostu, że inny świat jest możliwy, a nie że jest ziemią obiecaną, bowiem jego nadejścia nic nie gwarantuje. Nadzieja domaga się działania; działanie nie jest możliwe bez nadziei.”

W niewielu z działań, spotkań, rozmów, które podjęłam doświadczyłam tylko optymizmu, tylko energii, tylko radości. Podczas większości spotkań zderzyłam się z cierpieniem, ogromem smutku i bezradności. Podczas spotkań z osobami w kryzysie bezdomności wielokrotnie zderzyłam się z historiami, które miały tragiczne zakończenie. Doświadczyłam śmierci kumpla z ulicy i powrotów przyjaciół do nałogów. Podczas spotkań z osobami niepełnosprawnymi identyfikowałam się z ich bólem, niezgodą na życie czy rzeczywistość z ograniczeniami, które obok radości, często się pojawiają. Podczas rozmów z innymi wykluczonymi grupami społecznymi słuchałam o niezmiennie towarzyszącym lęku, nienawiści do siebie i upokorzeniu. W tej całej drobnej walce z wykluczeniem, odrzuceniem czy pogardą nie towarzyszy mi wieczna siła, optymizm i przekonanie, że wszyscy będą siebie kochać. W tej drobnej (podkreślam) walce towarzyszy mi obraz Człowieka. Człowieka, który sam już nie ma siły walczyć.

„W końcu znalazłem swoje miejsce.” – podzielił się ze mną ostatnio przyjaciel ze łzami w oczach.  W przeciągu swojego dotychczasowego życia usłyszałam podobne zdania zaledwie kilka razy i dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że są najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek mogłam usłyszeć.

Wzrusza mnie myśl, że ktoś po długich zmaganiach, nienawiści do samego siebie, życia w lęku znajduje osobę lub grupę osób, która przyjmuje go tak po prostu, która stwarza przestrzeń zaufania. Widzę ten moment ulgi i oddechu. Moment mówiący wręcz pewnie, że w końcu nie trzeba szukać, że nie trzeba usilnie udowadniać, że tak naprawdę nie jest się wykluczonym, że nie trzeba próbować sprostać bezsensownym definicjom normalności.

Myślę o tym jak niezwykle jest przyjmować ludzi do siebie, dawać im wiarę, nadzieję, zapewniać, że w tym świecie są zauważalni.

Myślę o tych wszystkich ludziach, którzy zapraszają. Bo przyjęcie wymaga tego gestu, wymaga wyciągnięcia dłoni, skinienia głową, przełamania siebie czy wyjścia z inicjatywą. Niekiedy wymaga nagłej interwencji, czasem cierpliwego słuchania czy wartkiego dialogu. Ten nasz gest, który inicjuje, który przełamuje, ratuje i stanowi oddech.

Tym blogiem dalej chcę tworzyć przestrzeń zaproszenia. Przestrzeń, w której każda i każdy odnajdzie swoje miejsce.

Za kilka dni na facebook’u Człowiekowi Człowiek powstanie właśnie taka nowa przestrzeń – grupa, gdzie każda i każdy może czuć się przyjęty/a. Grupa, gdzie będziemy wymieniać się doświadczeniem spotkania, włączania i zaangażowania. Grupa, gdzie wspólnie zawalczymy o rzeczywistość będącą zaproszeniem. Już teraz serdecznie Cię do niej zapraszam.

Kończąc, dziękuję Ci, że jesteś. Jednocześnie zachęcam Cię do odnajdywania w sobie nadziei i działania, które razem mają moc budowania mostów.

Dużo dobrego,

człowiek