Odkrycie współistnienia

Komunikacja między konkretnymi osobami rozpoczęła się w już odległym dla nas świecie. Pierwsze gesty, wskazówki, zapożyczenia i ostatecznie słowa bezpowrotnie stworzyły pierwotny komunikat. Ten natomiast wprawił w bieg świadomość współistnienia. Świadomość egzystencji obok, z, mimo, dla. Poruszyła ona cały przyszły mechanizm, konstrukcję historii budowania relacji, transferu myśli i tworzenia wiedzy w oparciu o wzajemne doświadczenia.

„Spotkanie z innym człowiekiem, z innymi ludźmi, było zawsze powszechnym i podstawowym doświadczeniem naszego gatunku. Archeolodzy mówią nam, że najpierwszymi grupami ludzkimi były małe rodziny-plemiona liczące trzydzieści-pięćdziesiąt osób. Gdyby taka społeczność była większa, trudno by jej było szybko i sprawnie się poruszać. Gdyby była mniejsza, trudniej by jej było skutecznie się bronić, walczyć o przeżycie.

I otóż teraz nasza mała rodzina-plemię idzie przed siebie w poszukiwaniu pożywienia. I nagle napotyka inną rodzinę-plemię. Jakiż to ważny moment w dziejach świata, jakie doniosłe odkrycie! Odkrycie, że na świecie istnieją jeszcze inni ludzie! Dotychczas bowiem członek wspomnianej przez nas grupy pierwotnej mógł żyć w przeświadczeniu, że poruszając się w gronie trzydziestu-pięćdziesięciu pobratymców, zna wszystkich ludzi na świecie. Tymczasem okazało się, że nie – że na świecie żyją jeszcze inne podobne istoty, inni ludzie!” – dostrzegł w jednym ze swoich wykładów Ryszard Kapuściński.

Pozwalam się prowadzić tej myśli. Poruszona faktem tego doniosłego wydarzenia zastanawiam się nad pierwszymi gestami, reakcjami, nad mimiką tych kilkudziesięciu twarzy wpatrzonych w twarze nieznane. Twarze do tej pory obcego plemienia, którego obecności się nie podejrzewało. Czy rysowało się na nich zaskoczenie? Czy strach, wrogość, niepewność? Może ulga…? Kto uniósł brwi, kto się wycofał, kto wyciągnął rękę? Czy ktoś w ogóle zareagował? Nieskończona gama możliwości, reakcji, rysujących się emocji – może zupełnie nowych, wcześniej nie przeżywanych. Fascynuje mnie nowość, świeżość, nieprzewidywalność tego pierwszego spotkania. Domyślam się, że ciężko byłoby odnaleźć w nim coś schematycznego, jakiś element wcześniej zaplanowany, przewidziany. Wymiana świadomości współistnienia po prostu nagle się wydarzyła. A wraz z nią przyszła reakcja, pierwszy komunikat, obserwacja wzajemnej architektury myśli.

Transfer wzajemnego komunikatu i dotychczasowej prawdy uznawanej za jedyną, prowadzi dalej moje myśli ku Eubejczykom, mieszkańcom wyspy o nazwie Eubea, gdzie między X a VIII stuleciem przed naszą erą powstawały ośrodki cywilizacji. To tu tworzono mity o bogach uosabiających zjawiska atmosferyczne i budowano fundament historii o świecie. Już od X wieku przed naszą erą Eubejczycy – żeglarze –  wyruszali na wschód (tereny dzisiejszej Turcji) oraz na północ, gdzie odkrywali ośrodki hetyckie. Obie te destynacje docelowo pozwalały doświadczać fenomenu spotkania, a co za tym podąża –  inicjowały wymianę, uzupełnienie, dopowiedzenie myśli, wierzeń, opowieści. Wskazują na to dostrzegalne wpływy wierzeń hetyckich na przekonania Greków, modyfikacje mitów i historii.

Kursując miedzy miejscami docelowymi, żeglarze zatrzymywali się na wyspach. Jedną z nich stanowił Cypr wraz z portem w Amathus, gdzie tak dawno temu doszło do jednego z tych doniosłych spotkań zmieniających bieg historii. W odkrytych grobowcach znaleziono zarówno przedmioty wykonane przez Fenicjan jak i eubejskie naczynia. Fenicjanie, będąc ludem semickim, dobrze znali i posługiwali się pismem, czego nie można było powiedzieć o Grekach. Robin Lane Fox, historyk starożytności, podejrzewa, iż podczas jednej z podróży pewien Eubeiczyk przysiadł się obok Fenicjanina, który właśnie pisał. Przyglądał się jak ten tworzył i objaśniał litery. Grek zapamiętywał i modyfikował zgodnie z potrzebami własnego języka – były to litery znane współcześnie: alfa, beta, gamma. Fenicjanie zapisywali swoje litery w bardzo podobny sposób, czyli: alef, bet, gimel. Grek, potrzebując w swoim alfabecie znaków samogłoskowych, dodał ponadto kolejne, takie jak epsilon czy jota. Wymiana znaków pozwoliła stworzyć alfabet, używany po dzisiejszy dzień.

Wymiana, transfer, wpływ – zastanawiam się jak te słowa odnoszą się do obecnej rzeczywistości, która jawi się jako niezwykle odległa od czasu przekazania pierwszego komunikatu. Niemniej jednak Ryszard Kapuściński zwraca uwagę, iż pierwotny komunikat mógł przyjmować trzy drogi: pojedynek, izolację lub współpracę. Nie różni się to od możliwości, które posiadamy dzisiaj. Tyle wieków komunikacji wcale nie przybliża nas do porozumienia w tym zakresie. Ciągle tak wiele jej aspektów odkrywamy, ciągle tak wiele pozostaje nie odkrytych. Zbyt często gubimy komunikat między słowami, które giną bezpowrotnie. Mam wrażenie, że nie znajdujemy odpowiedniej drogi aby go przekazać albo ta druga strona błądzi w jego odbiorze. Możliwe, że wspomniana wymiana myśli oraz wzajemny wpływ stają się coraz częstszą obawą, zagrożeniem. Komunikat, który szybuje w naszą stronę, odbijamy od siebie, lekko przytakując głową. Powtarzamy sobie, że to jedynie nasz mit można utożsamiać z prawdą. Możliwe, że żyjemy tymi własnymi odpowiedziami na pytania, własnymi historiami, które są nam tak bliskie i własnymi wierzeniami o mądrości. Mity, wierzenia i historie innych już nie są dla nas odkryciem. Wydaje nam się, że już wszystko o nich wiemy. Świadomość współistnienia przestała być odkryciem na miarę fenomenalnego wydarzenia. Żyjemy obok siebie i chyba coraz częściej w odpowiedzi na komunikat wybieramy wojnę albo izolację.

Lubię wyobrażać sobie tego Greka, który siada obok Fenicjanina i obserwuje jego pismo. Uczy się. Nie kopiuje całości, dodaje potrzebne znaki, mając na uwadze własny język. Widzę jak patrzy zaciekawiony, z otwartym umysłem i swobodną, naturalną chęcią poznania.

Co by się wydarzyło gdybyśmy na nowo zachwycili się współistnieniem? Gdybyśmy usiedli obok siebie, przyjęli słyszany komunikat i pozwolili na spokojny transfer wzajemnych poglądów?