Metamorfozy

By 5 czerwca 2019zaproszenie

Metamorfozy, czyli czas, w którym osoby ubogie i bezdomne mogą skorzystać z bezpłatnych usług najlepszych fryzjerów z Krakowa. Odbyły się po raz kolejny wczoraj, tj. 04.06. 2019 r w Dziele Pomocy św. Ojca Pio. Trwały cały dzień. Z nowymi fryzurami wyszło ponad 50 osób. Było dużo radości, rozmów i niecierpliwości, ale jak zgodnie twierdzą osoby, z którymi rozmawiałam – warto było czekać.

„Dobrze mi tu dzisiaj. Trochę czuję się jak w takiej małej wspólnocie. Siedzimy tu razem już trochę czasu, każdy z nas jest inny, ma inną przeszłość, osobowość i trudności. Każdy z nas jest niepowtarzalny. A jednak wspólnie czekamy na tak banalną rzecz jaką jest obcięcie włosów.” – podsumował wczoraj jeden z uczestników Metamorfoz. “To wspaniałe, co oni robią. Nie mieści mi się to w głowie, ale efekt widać na zewnątrz.” – dodała siedząca obok Pani Agnieszka, chwaląc się swoją nową fryzurą i wyrażając wdzięczność w kierunku fryzjerów. We mnie samej również rodził się ogromny podziw i szacunek.

fot. Klaudia Kaszyca

Po tych zdaniach byłam na miejscu jeszcze kilka godzin wraz ze znajomymi ze wspólnoty Hanna troszcząc się o sprawy organizacyjne. Mocno pracowały we mnie te słowa. Pracowały podczas rozmów, milczenia, zrozumienia i bezradności. Pojawiały się przy każdym Spotkaniu, a tych było wiele. Przyszli Przyjaciele z Plant, których serdeczność i humor rozbrajały niecierpliwość oczekujących. Przyszły również osoby, których wcześniej nie znałam i w tych momentach zdawałam sobie sprawę jak wiele jeszcze przed nami nieoczywistości. Był więc Pan Marek, który nieustannie płakał i prosił tylko o kawę z trzema łyżkami cukru. Ostatecznie powiedział kilka słów więcej, ale łzy go nie opuszczały. Była Pani Genowefa, naprzemiennie narzekająca i głośno opowiadająca historie. Był Pan Antek, wspominający Plac Zgody, któremu zmieniono nazwę i Pan Andrzej, który ciągle wychodził zapalić papierosa. Prosił ze śmiechem, żebym przyspieszyła kolejkę, bo zaraz wypali całą paczkę i to będzie moja wina. Był młody Filip, pogubiony, szczery, pytający. Były rozmowy o nazwiskach, tatuażach, zwierzętach, obecnych trudnościach i marzeniach. Było też milczenie i cisza.  I było wiele innych ludzi, historii, przeżyć, smutków, przeplatającymi się z aktualnymi potrzebami i rzeczywistością. Bo trzeba czekać w kolejce, a właśnie na drugim końcu Krakowa wydają zupę i czas na posiłek minie, bo łaźnia jest otwarta tylko do konkretnej godziny i niedługo będzie zamknięta, bo jest ta zależność od obecności drugiego człowieka. Ostatecznie była Radość. Radość z powodu drobnej zmiany, nowego wyglądu czy po prostu z faktu, że ktoś  poświęcił swój czas, żeby pomóc.

fot. Klaudia Kaszyca

„Ciężko tak. Czuję się fatalnie, bo nie jestem w stanie sam zapewnić sobie podstawowych potrzeb. Chodzę z miejsca do miejsca  i gdyby nie drugi człowiek byłoby jeszcze gorzej.” – usłyszałam.

Są to takie momenty pośród usłyszanych radosnych, dramatycznych czy przejmujących historii, w których obok przeżyć stają na równi zmagania dotyczące tych oczywistych dla nas czynności. Zmagania związane ze spaniem, jedzeniem, myciem się, obcięciem włosów. Są takie momenty, w których słyszę, że gdyby nie chęci ludzi, poświęcony czas, tworzone miejsca, jadłodajnie i spotkania to przetrwanie graniczyłoby z cudem.  Są też momenty, w których myślę, że wydarzenia takie, jak wczorajsze Metamorfozy czy cotygodniowe wychodzenie z kanapkami na Planty są przestrzenią, która oprócz rozmowy i spotkania przekazuje tak bardzo ludzki gest, przypominający, że możliwość zaspokojenia podstawowych życiowych potrzeb jest wpisana w godność człowieka i należy się każdemu.