Inny sposób widzenia

By 27 listopada 2018Bez kategorii

Podczas, gdy 2. Światowe Dni Ubogich otwierały mi serce, w tym samym czasie finalne warsztaty scenograficzne prowadzone przez grupę z „Cricoteki” (Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora w Krakowie) dla dzieci niewidomych i słabowidzących zamykały mi oczy, jednocześnie pozwalając wyraźnie patrzeć.

„Ten projekt wziął się stąd, że jest nacisk na udostępnianie kultury dla osób niepełnosprawnych. I wydaje mi się, że w Cricotece jest duża chęć do takiego działania. Wiele zaczyna się dziać, ponieważ nie jest to jeszcze zbyt popularna w Polsce dziedzina. Są warsztaty specjalnie dedykowane dla osób niepełnosprawnych, dla osób autystycznych, dla dorosłych, dla dzieci. Są też te nasze warsztaty. Tutaj.” – wyjaśnia mi Julia Basista, współprowadząca warsztaty.

Mówiąc „tutaj” Julia ma na myśli Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących znajdujący się w Krakowie.

„Przede wszystkim polega to też na tym, że jeżeli są, przykładowo, dorosłe osoby niewidome to  jest im ciężko przyjść tak po prostu do muzeum, bo nie są przyzwyczajone do tego, że takie miejsca są otwarte, dostępne dla nich, że mają jakieś propozycje na warsztaty czy na zwiedzanie wystawy. Takie warsztaty, jak nasze, polegające na tym, że przychodzimy do nich jest też w pewien sposób poznaniem tych ludzi i zaproszeniem do nas. Myślę, że to jest ważne, że wychodzimy poza Cricotekę. Nie siedzimy tylko w muzeum.” – dodaje Barbara Iwańska, prowadząca warsztaty razem z Julią. Obie są absolwentkami Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. Obserwuję jak dziewczyny przygotowują się do kolejnych zajęć. Są bardzo swobodne, naturalne, rozmawiają o materiałach i pomysłach. Ich serdeczność ujmuje mnie całkowicie. Ostatecznie dowiaduję się, że nie tylko mnie. Dzieci przychodzą dopiero po chwili. Są bardzo głośne, roześmiane, idą z ostrożnością. Pomagają sobie nawzajem. Trzymają się pod ramię. Dostrzegam dużą ufność w ich gestach.

fot. Studio FilmLOVE, dzięki uprzejmości Cricoteki

„Rozmawiamy o scenie, o tym co jest na scenie.” – wyjaśnia mi jedna z uczestniczek warsztatów jeszcze dość niepewnie. Nie zwraca się w moim kierunku. Potrzebujemy czasu, żeby się zrozumieć. Szanuję to.

W tym jednym zdaniu zawarła praktycznie całą ideę przewodnią ostatnich sześciu zajęć, które się odbywały. Prowadzące natomiast rozwijają tę myśl szerzej:

„Co to jest scenografia? Jak zagospodarować przestrzeń sceny teatralnej? Na te i wiele innych pytań szukaliśmy odpowiedzi w cyklu warsztatów, inspirowanych dokonaniami jednego z najważniejszych twórców teatralnych XX wieku – Tadeusza Kantora. Uczestnicy stworzyli makiety scenografii nawiązując do scenografii ze spektaklu „Umarła klasa” a przede wszystkim na bazie własnych pomysłów i zdobytej wiedzy.”

Były więc rozmowy o rodzajach sceny, o rekwizytach, o kole rowerowym, które tak naprawdę nie zawsze musi nim być i dialog o emocjach. Było tworzenie kolaży, odgrywanie krótkich scenek i wycieczka do Cricoteki. To właśnie z tego wyjazdu dzieci zebrały niezwykle dużo wspomnień. Powtarzały mi to wielokrotnie…

„Tadeusz Kantor snuje „seans dramatyczny” o umieraniu, które zaczyna się już w dzieciństwie, wykorzystując na scenie manekiny-trupy. Te figury staną się symbolem jego Teatru Śmierci.” – czytam na www.ninateka.pl, próbując lepiej doświadczać i rozumieć warsztaty.

Ja pojawiłam się dopiero na czwartych zajęciach. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie przyjść na kolejne. Paradoksalnie przecież to właśnie one uczyły mnie jak posługiwać się wyobraźnią.

„W zeszłym tygodniu zastanawialiśmy się jak może być ustawiona widownia względem sceny. Nie zawsze musi być ona naprzeciwko. Widownia może być na około, scena może mieć różny kształt, może być dwupiętrowa, może mieć wybieg…”– zaczyna Julia Basista z pewnością. Głos ma mocny i ciepły. Wszyscy słuchają uważnie. Słowa mówione odgrywają tu dużą rolę. – „Musicie się zastanowić co chcecie, żeby było na tej scenie. Z czym wam się kojarzy hasło: „umarła klasa”. Tak, jak mówiliśmy to nie ma być odzwierciedlenie tego, co było w Cricotece. Tylko wasza własna interpretacja.”

„Pomyślcie jakie rekwizyty są potrzebne, żeby na scenie można było zagrać umarłą klasę”  – kończy Barbara głosem głębokim i wyraźnym – „Ważne jest teraz wymyślenie scenografii, którą potem zrealizujemy w makietach.”

„Ale ja dzisiaj mam dwa procent…” – wyznaje cicho jedna z uczestniczek. Zostaje całkowicie zrozumiana przez grupę. W sposób żartobliwy próbują dodać jej energii i jest to piękne doświadczenie. Wszyscy się śmieją. Już na początku zajęć prowadzące zainicjowały dzielenie się własnym „miernikiem energii”. Imponuje mi to zrozumienie dla obecnego stanu.

Projekty powstawały, a ja obserwowałam rodzącą się energię, radość i poruszenie. Obserwowałam też spokój i skupienie. Obserwowałam niewidomą dziewczynkę. Obserwowałam jak dotyka poszczególnych materiałów, jak troszczy się o fakturę. Dosłownie byłam w stanie dostrzec proces działającej w niej wyobraźni. Widziałam jak przez to zupełnie inne patrzenie tworzą się obrazy, które nigdy nie powstałyby przez oko widzące inaczej. Nie chcę używać słów: „oko prawidłowo widzące”. Zaczynam rozumieć, że to po prostu my stworzyliśmy własną definicję widzenia. To my stwierdziliśmy, że ślepota jest pewnego rodzaju zaburzeniem. Zaczynam rozumieć, że i w tym przypadku świat kreuje własne definicje. Kto nam powiedział, że nasz sposób widzenia jest tym prawidłowym?

fot. Studio FilmLOVE, dzięki uprzejmości Cricoteki

Chodziłam po małej sali zajęć, próbując zarejestrować, te jak najbardziej cenne, wypowiedzi. Tym sposobem została mi dana niezwykła szansa doświadczenia lekcji dostrzegania. Dostrzegania tych obrazów na  żywo nieistniejących. Dostrzegania czyjegoś wewnętrznego świata przekazywanego z tak ogromną troską, energią i  wyczuciem. Ostatecznie była to lekcja patrzenia przez zamknięte oczy, widzące rzeczywistość z (nie)wyobrażalną precyzją.

Chodziłam więc po małej sali zajęć, słuchając: „Pani Agnieszko, my już mamy pomysł. Chcę o nim opowiedzieć.”

Zamykałam oczy, dostrzegając tym innym sposobem powstające projekty. Przyglądałam się scenie położonej nisko i widowni trochę wyżej. Przyglądałam się scenie umiejscowionej na środku i publiczności siedzącej dookoła. Widziałam półokrągłą scenę z podestem i drugim piętrem.  Widziałam okrągłą i kwadratową przestrzeń dla aktorów. Dostrzegałam znajdujące się na niej zepsute telefony, trumnę, tablicę, komputer i biurka.  Dostrzegałam ślady stóp ludzi, którzy kiedyś tamtędy przeszli.

Dostrzegałam ludzi, którzy kiedyś tamtędy przeszli. Obserwowałam jak powstaje umarła klasa. Umarła klasa tworzona przez dzieci z niekończącą się energią i głosem, który bardzo chce mówić albo właśnie po swojemu milczeć.

Kolejne zajęcia były bajeczną finalizacją rozpoczętych projektów. Czułam się wśród tej grupy już zupełnie swobodnie. Miałam wrażenie, że ona też mi  bardziej ufa.

„Tu jest scena. Tu właśnie robimy krzesła i stoły. Jak z Umarłej Klasy” – zdradza mi głośny i bardzo radosny chłopak. Obserwuję ich konstrukcję z drewnianych klocków i czarnej pianki. Obserwuję jak jego koleżanka tworzy tablicę i stara się napisać dwa słowa.

Próbuję sprawić, żeby scena się nie rozwaliła.” – słyszę skupiony głos  – „A Kasia trzyma mi klej” – dodaje ze śmiechem. Dziewczynka czuje, że coś jest przy jej głowie, więc próbuje tego dotknąć. Bez przeszkód jej na to pozwalam. Gdy pyta mnie o nazwę przedmiotu, tłumaczę, że jest to gąbką od mikrofonu. Ze skupieniem przytakuje głową.

Na scenie będą zepsute komórki, telewizory, komputery…”

„Klasę też niekoniecznie rozumiemy przez naukę szkolną, ale klasę związaną na przykład z jakimś aktualnym trendem.”

„Nasza scena będzie dwupiętrowa.” – tłumaczy mi jedna z uczestniczek warsztatów i nic więcej nie mówi.

„Trzeba być magikiem, żeby zrobić takie drzwi. Coś mi nie wychodzi, ale koleżanka mi pomaga.”

„Jeżeli mi wyjdzie to będzie bardzo dobrze.”

„Nie wiem czy ten projekt się uda, ale jestem dobrej myśli.”

Pytam o fakturę, rodzaj i elastyczność wykorzystywanych materiałów. Bardzo często to właśnie ten dotyk pozwala widzieć więcej. Pozwala wyczuć obraz.

Potrzebuję nożyczki.”, „Czy jest klej?”, „Teraz jeszcze lekcja i temat.”, „Idealnie wychodzi.” , „Myślę ,że jest to bardzo kreatywne.”

fot. Studio FilmLOVE, dzięki uprzejmości Cricoteki

„Proszę Pani, Proszę pani! Projekt skończony!” – słyszę ostatecznie i momentalnie podbiegam do zadowolonej grupy. Zatrzymuję się na chwilę i z zachwytu mam ochotę powiedzieć coś do mikrofonu. Makiety stanowią przestrzeń różnych osobowości, każda odzwierciedlała inny rodzaj myślenia i postrzegania rzeczywistości. Wszystkie mają niebawem pojawić się na specjalnie do tego przeznaczonej wystawie. Mimo, że każda scena wygląda inaczej, to odczucia odnośnie ich budowy i ostatecznego rezultatu są takie same:

„Wyszło idealnie!”

„Ta scena jest niesamowita!

„Ten projekt jest po prostu genialny!”

„Mój projekt też jest genialny!

Słyszę głośne i radosne podsumowania. Wszyscy zaczynają sobie gratulować i przybijać piątki. Nie każdy trafia w dłoń, ale sam gest wystarcza. Inny sposób wystarcza.

„Dzisiaj kończą się już nasze warsztaty. Bardzo chcemy wam podziękować za te wszystkie sześć spotkań.” – rozpoczyna Barbara z uśmiechem.

„Nasza energia wzrastała po każdych zajęciach.” – dodaje Julia. Dziewczyny proponują podsumowanie zajęć. Niektórzy zdradzili mi też własne odczucia już w trakcie wykonywanych projektów.

„Bardzo dobrze się czuję, bo lubię takie rzeczy plastyczne tworzyć.”

„Najbardziej zapamiętam robienie tych makiet. Bardzo to jest fajne. Mogę się wykazać jakoś, swoją wyobraźnię tu przełożyć.”

„Będę pamiętać tę scenę do końca swojego życia.”

„Na tych zajęciach mogę się wyluzować i wyrzucić wszystkie złe emocje. Bardzo mnie to uspokaja.”

„To był dobry czas…”

„Takie zajęcia są potrzebne. Człowiek jest spokojniejszy.”

 „Pierwszy raz wycinałam nożykiem piankę!”

„Super była  współpraca!”

Rejestruję wdzięczność w głosach dzieci i jednocześnie moje serce się wzrusza. Ile energii jest w ludziach, którzy mimo wszystko – tworzą.

fot. Studio FilmLOVE, dzięki uprzejmości Cricoteki

„Podobało mi się to, że jesteście tak kreatywni i tak bardzo otwarci na siebie. Podobało mi się, że jesteście tak bardzo roześmiani, ale też, że potraficie siebie nawzajem słuchać. To jest cudowne i wcale nie takie częste. Zazwyczaj po warsztatach jestem bardzo zmęczona, a przy was, jak wychodzę stąd, to mam większą energię niż na początku.” – podsumowuje radośnie Barbara.

„Dla mnie niesamowita była ilość waszych pomysłów. Bardzo często to wy mnie inspirowaliście do czegoś. Czasem nieświadomie. Z każdych zajęć wychodzę z dużo większą energią niż przyszłam. Po zajęciach ta energia szybuje.” – śmieje się Julka, a mnie zachwyca zaangażowanie dziewczyn i szczerość w każdym ich słowie oraz geście.

Słyszę głośne oklaski, wiwaty i podziękowania. Wyjście z inicjatywą jest niezwykłe. Ten moment, gdy dajesz komuś to, na co tak długo czeka i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy…

Nagle radosny chłopak przerywa i dodaje: „Czekajcie! Jeszcze Pani Agnieszka!”

Serce bije mi bardzo mocno. Nie dlatego, że boję się mówić. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że też mogę się czymś podzielić. Za pomocą wyobraźni zamykam oczy i zaczynam dzielić się światem mojego wnętrza. Mówię o ogromnej wdzięczności. O wdzięczności za doświadczenie uczestniczenia w warsztatach. Mówię o kreatywności i o wyobraźni, którą podziwiam i której się uczę.

„Cieszę się, że mogłam tu być…” – rejestruję ostatnie słowa i w tym momencie wraca do mnie pytanie, które postawiłam sobie już w trakcie trwania warsztatów….

Kto nam powiedział, że nasz sposób widzenia jest tym prawidłowym?

Zastanawiam się czy istnieje jeden prawidłowy. Dochodzę do wniosku, że nie.

Zakodowaliśmy sobie bardzo mocno, że istnieje tylko jeden właściwy sposób widzenia świata. Sposób, który pozwala nam dostrzegać drzewa, budynki, ludzi dookoła. Sposób, który jest poniekąd bardzo wygodny. Sposób, który uznaliśmy za ten nasz, właściwy i naturalny.

Wydaje mi się, że jest to bardzo złudne. Wydaje mi się, że stanowi kolejne wykluczenie.

Biorąc udział w warsztatach, rozmawiając i słuchając wypowiedzi niewidomych oraz słabowidzących uczestników zaczęłam rozumieć, że ich sposób dostrzegania świata jest bardzo istotny. Jest niezwykle cenny i tak często niedoceniany, bo kojarzony z czymś nieprawidłowym.

Medycyna mówi o zaburzeniu, ja wolę mówić o innym sposobie widzenia. Sposobie znacznie bardziej wymagającym, ale też sposobie, który jest w stanie kreować rzeczywistość, która do tej pory nie była zauważalna.

Mam wrażenie, że przyjmując coś za normalne i prawidłowe, bardzo mocno ograniczamy nasze spojrzenie na zjawiska, które są nam obce. Mam wrażenie, że zbyt szybko przyjmujemy nasz punkt widzenia jak coś oczywistego.

Może warto jest zamknąć oczy i przejść się po rzeczywistości sposobem, który paradoksalnie otwiera je jeszcze szerzej?

 

Stworzony przeze mnie reportaż z warsztatów możesz usłyszeć tutaj:

 

Projekt Wi(e)dzieć więcej, Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora CRICOTEKA w Krakowie. Dofinansowano  ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury w ramach programu Kultura Dostępna 2018.

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez  Studio FilmLOVE. Umieszczam je dzięki uprzejmości Cricoteki.