Euro w czapce, koszula na święto i paczka pierników, czyli opowieść o tym jak kumpel z ulicy stał się moim Bratem

By 5 października 2019zaproszenie

Gdy jeszcze kilka miesięcy temu miałam wyjechać na dłużej z Krakowa, poczułam niepokój. Towarzyszyła mu niepewność chwilowego pożegnania ze wspólnotą, a tym samym z kumplami z ulicy, czyli znajomościami, które sprawiały, że chciało się żyć. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że nowe miejsca przyniosą nowe relacje, a ich siła pozostanie we mnie na dłużej. Dlatego chcę się z Tobą podzielić historią jednego z ważniejszych spotkań ostatnich miesięcy. Historią spotkania z Człowiekiem, którego dziś nazywam Bratem.

Rafała poznałam w Wielkanoc w rodzinnym mieście. Klęczał przed Kościołem z wyciągniętą czapką. Ludzie rzucali mu złotówki. Przyglądałam się tylko chwilę, bo od początku czułam, że chcę Go poznać. Położyłam rękę na ramieniu, zapytałam o imię. Nie był w najlepszym stanie. Ledwo trzymał się na nogach i składał niespójne zdania. Mimo to, rozmawialiśmy. Następnego dnia podszedł już ze mną brat. Rafał pamiętał wszystko, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Poznaliśmy też Jacka i Józefa. Naturalnie się pożegnaliśmy. Kilka dni później wracaliśmy do Krakowa. Pozdrowienia od Rafała przekazywała nam czasem mama.

Lepiej poznaliśmy się w wakacje, gdy prawie w każdą niedzielę mieliśmy okazję rozmawiać. Trzy miesiące. Niezwykły śmiech, humor i pokora. Klęczał zawsze w tym samym miejscu. Potem zaczęłam klęczeć obok niego, bo inaczej trudno było rozmawiać. Nie chciałam patrzeć z góry.

Śpi w pustostanie. Ma ponad trzydzieści lat, ale wygląda na dużo więcej. Początkowo częściej zdarzały się niedziele, w których pojawiał się pod wpływem alkoholu. Z każdą kolejną było coraz lepiej. Jedno pozostawało niezmienne – zawsze pamiętał. Imiona, kierunki studiów, wyjazdy. Cieszył się jak podchodziliśmy, zawsze dziękował za kanapki, żartował.

Pamiętam jak zaczepiła mnie starsza kobieta i zapytała na co Rafał zbiera te pieniądze. Powiedziałam, że nie ma to znaczenia, ale kobieta nie przyjęła tego do wiadomości. Rozpoczęła wykładać prawdę o alkoholu i pracy, którą powinien znaleźć. Gdy zaznaczyłam, że Rafał jest naszym przyjacielem, nie rozumiała.

Dwa tygodnie później Rafał klęczał w koszuli. Wyglądał znacznie młodziej. Gdy pytaliśmy o przyczynę tak eleganckiego ubioru, uśmiechnął się swoim typowym, najlepszym na świecie uśmiechem: „No, przecież święto jest! Trzeba wyglądać”. Chwilę później z dumą przyznał, że od kilku dni zachowuje trzeźwość. Mój brat był poruszony, objął Go za ramię i krzyknął: „Bracie!”. Nigdy nie zapomnę spojrzenia, które otrzymał wtedy od Rafała. Nawet ciężko je opisać, może nawet jest to niemożliwe. Zaskoczenie, wzruszenie i radość w jednym spojrzeniu. Od tej pory nie miałam wątpliwości, że Rafał jest również moim Bratem.

Następne tygodnie były jeszcze lepsze. Rafał zaczął rozdawać ulotki, przyjeżdżał teraz na rowerze, cieszył się z pierników, razem liczyliśmy ile euro wrzucono mu do czapki. W ulewną niedzielę osłanialiśmy Go parasolem, a ludzie hojnie dawali wtedy po pięć złotych.  

Mogłabym pisać bez końca. Dużo było tych momentów, w których mogliśmy się lepiej poznać. Wypatrywanie Go zza wychodzącego tłumu, stało się oczywistością, a klęczenie obok przeżyciem bardzo mocnym. Najtrudniej było, gdy się nie pojawiał. Wtedy zawsze przychodziły myśli i wyobrażenia. Nie przyszedł też w niedzielę, w którą mieliśmy się pożegnać przed ponownym wyjazdem do Krakowa. Napisałam na tę okazję kartkę. Długo zastanawiałam się czy powinnam ujawniać jej treść. Ostatecznie uznałam, że to zrobię. Dlaczego? Bo wiele osób mnie pyta czy mam gotowe schematy jak działać czy wiem jak odpowiadać, co robić, kiedy dawać, kiedy nie. Nie mam, nie wiem, nie jestem ekspertem. Zupełnie się nad tym nie zastanawiam. Bardzo mocno chcę pokazać, że te spontaniczne reakcje przebiegają na zasadzie normalności. Bardzo mocno chcę Ci pokazać, że możesz się śmiać z osobami w kryzysie bezdomności, możesz płakać, możesz liczyć euro w czapce, jeść pierniki przed Kościołem i wysyłać listy. Nie ma w tym nic strasznego. To piękne doświadczenie, które możesz przeżyć w zasadzie każdego dnia, zaczynając od podania ręki, kończąc na dzieleniu się słowem na kartce.

Drogi Rafale,

dzięki, że jesteś! Poznanie Ciebie było jednym z najlepszych momentów ostatnich kilku miesięcy. Każda nasza rozmowa z Tobą w niedzielę, choćby krótka, była czymś wyjątkowym. Zmieniłeś się od czasu naszego pierwszego spotkania i jesteśmy z Ciebie ogromnie dumni, Bracie! Życzymy Ci dużo sił na najbliższy czas i wytrwałości. Jesteś na dobrej drodze. Mimo, że wyjeżdżamy, pamiętamy o Tobie mocno w myślach i modlitwie. Pamiętaj, że jesteś wspaniałym Człowiekiem. Twoja osoba przynosi dużo sił, pokoju i Radości! Dziękujemy, że mogliśmy Cię poznać. Do zobaczenia niedługo…

PS Twój uśmiech jest niezastąpiony. Pokazuj go jak najczęściej.