Bo wielu dziś nie zje

By 22 stycznia 2019zaproszenie

„Większość głodujących to ubodzy mieszkańcy krajów rozwijających się. Wciąż jest na świecie 1,4 miliarda ubogich […]. Miliard czterysta milionów ubogich, czyli ludzi, którzy nie mają niczego z rzeczy uznawanych przez nas za tak codzienne, tak oczywiste – domu, jedzenia, ubrania, światła, wody, perspektyw, nadziei, przyszłości – nie mają teraźniejszości.

Miliard czterysta milionów ubogich, czyli ludzi, którzy na ogół jedzą mniej niż powinni. Miliard czterysta milionów ubogich, czyli ludzi, którzy nie są potrzebni: ludzi wymienialnych, dla globalnego systemu zbędnych, z konieczności tolerowanych, ponieważ gwałtowne ludobójstwo źle wygląda w telewizji, a poza tym u słabszych jednostek może wywoływać koszmary senne.” [„Głód”, Martín Caparrós]

 

 Absolutnie nic

Długo rozpoczynałam ten tekst. Zastanawiałam się jakich słów użyć i czy kiedykolwiek któreś z nich będzie, w tym przypadku, odpowiednie. Składając nieporadnie litery w słowa, myślę o tych, którzy w tym momencie walczą o przetrwanie. Myślę o najsłabszych, jako o tych najsilniejszych, którzy właśnie umierają z głodu, o matkach, które usypiają dzieci z płaczem, bo następnego dnia znów wrzucą do garnka z wodą kamień, udając, że przygotowują posiłek, o rodzinach, dla których danie przyrządzone z kukurydzy jest szczytem marzeń, o człowieku, który nic nie posiada, powoli traci rodzinę. Tysiące tragicznych historii powiązanych z niedostatkiem pożywienia dzieją się właśnie w mijających sekundach. Nie chcę traktować tych słów jak abstrakcji. Głód jest obecny i mimo, że nie doświadczamy go w tak ogromnym stopniu w Polsce, to faktem jest, że człowiek na drugim końcu świata cierpi, a ja budząc w sobie tę świadomość mam realny wpływ, żeby to zmienić.

Wielokrotnie doświadczam rozmów, w których Głód stanowi pewien uwierający temat. Zakopywany gdzieś w umyśle, staje się jedynie słowem… Słowem zwyczajności, która tak naprawdę jest nam obojętna. Mam wrażenie, że czasem abstrakcją staje się choćby myśl o innej kulturze, istnieniu, problemach. Liczą się aktualne potrzeby, dana chwila przyjemności, niewyobrażalny konsumpcjonizm i egoizm. Myślę, że ze zbyt wielu panujących tragedii zrobiliśmy oczywistość, kolejny temat do luźnej rozmowy przy posiłku. Do tych tragedii zalicza się Głód. Pisany z dużej litery, obecny w każdej sekundzie, dosłownie pozbawiający życia.

„Głód to dziwne słowo. Tyle razy powtarzane, w tak różny sposób, oznaczające rozmaite rzeczy. Wszyscy wiemy, co znaczy „być głodnym”, ale nie mamy pojęcia co to jest głód. Tak często mówimy i słyszymy: być głodnym, że wyrażenie to traci ostrość, staje się puste.” – pisał Martín Caparrós w swoim wielkim i niezwykle ważnym reportażu „Głód”. Myślę, że nie mogłabym pozbawić tego tekstu tych słów tak, jak i wielu innych, którymi się posłużę. Jeżeli cokolwiek wiem, to właśnie dzięki nim. Bardzo chciałabym, żebyśmy czytając poniższe zdania, spojrzeli na słowo “Głód” zupełnie od nowa. Jakbyśmy mieli je poczuć w sposób bardzo silny, autentyczny, przejmujący. Jakby docierało do nas po raz pierwszy i otwierało nowe zrozumienie, nową świadomość pozwalającą dostrzec cierpiącego człowieka, którego nie znamy i którego, być może, nigdy nie będziemy mieli okazji poznać.

„Kongo jest jednym z dziewięciu miejsc, w którym Dobra Fabryka pomaga w świecie.” – tak brzmiały jedne z pierwszych słów Szymona Hołowni, które wypowiedział podczas panelu dyskusyjnego „Co mogę zrobić w sprawie głodu na świecie?”, w którym miałam okazję uczestniczyć jeszcze w grudniu, w ramach akcji „Ciacho za ciacho” organizowanej przez duszpasterstwo akademickie „Beczka” – „Kongo jest jednym z naszych projektów, który jest najbardziej wymagający i w pewnym sensie dramatyczny. To jest miejsce gdzie toczy się wojna i trwa ona od wielu lat. W tej chwili pochłonęła już ponad sześć milionów ofiar. To jest klasyczny przykład klątwy surowcowej. Prowincja północnej Kiwu jest dotknięta bardzo dużymi pokładami metali ziem rzadkich, które są wykorzystywane do produkcji elektroniki, ostatnio też baterii do samochodów elektrycznych. Jeżeli obserwujemy rozwój świata, to jednocześnie jesteśmy w stanie dostrzec degradację naszej części świata, w której pracujemy. Szacuje się, że ok 20% elektroniki (telefony, smartfony, tablety) pochodzi właśnie z północnego Kiwu jeżeli chodzi o minerały, z których jest to zrobione, a współczynnik elektryfikacji tam wynosi 3%. Nie ma tam dróg, nie ma opieki medycznej. Jesteśmy [jako Dobra Fabryka] ostatnim szpitalem wieloprofilowym jaki został, w którym można urodzić, zrobić USG, zaszyć ranę, wyleczyć dziecko z głodu. Siedemnaście kilometrów dalej był szpital Lekarzy bez Granic, którzy wyjechali w ubiegłym roku, bo panuje tam wojenna sytuacja i  lekarze byli zabijani. Nam zabito pielęgniarza w lipcu 2018r. przy próbie porwania. To jest jedno z najgorszych miejsc na świecie. Tam nie ma bitych dróg, nie ma nadziei, nie ma absolutnie niczego.”

Nie ma absolutnie niczego.

Słyszę to zdanie jeszcze raz i na chwilę się zatrzymuję. Przypominam sobie słowa, pochodzące z reportażu „Głód”, o którym wspominałam. Okazuje się, że w momencie posiadania niczego można odnaleźć jeszcze większą tragedię:

„W pierwszej chwili można by pomyśleć – ja bym pomyślał – że być biednym, to mieć mniejszy wybór, nie móc wybierać. A tymczasem być biednym, to nieustannie stawać wobec wyboru: zjeść czy się napić, ubranie czy dach nad głową, nędza czy nędza.”

Nie ma absolutnie niczego. Pozostaje tylko ten wybór pomiędzy jednym dramatem a drugim. Niekończący się strach i może nikła myśl, że kiedyś ten głód zniknie, choć i ona ucieka bardzo szybko. Permanentny brak staje się oczywistością…

„W czerwcu 2008 roku, kiedy na ulicach dziesiątków krajów miliony ludzi żebrały o jedzenie, kiedy liczba niedożywionych na świecie osiągnęła po raz pierwszy w historii spektakularny poziom miliarda, uczestnicy szczytu FAO ogłosili kolejny raz, że suma 30 miliardów dolarów rocznie w ciągu sześciu kolejnych lat – razem 180 miliardów – rozwiąże najpilniejsze problemy głodu na świecie. Ktoś przypomniał wtedy, że w Stanach Zjednoczonych same tylko obroty na rynku związanym z odchudzaniem wynoszą 33 miliardy dolarów rocznie.

Kraje bogate obiecały wówczas 12 miliardów dolarów na pomoc gospodarczą. Był to gest niemal heroiczny: zamiar przekazania ponad jednej trzeciej tego, czego od nich oczekiwano. Zdołały przekazać miliard. W listopadzie upadły ich giełdy i banki, a ich rządy zapomniały o głodujących. W okresie kilku miesięcy przeznaczyły trzy biliony – 3 000 000 000 000 – dolarów na ratowanie banków.”

Znów przywołuję słowa Caparrósa. Pamiętam, że gdy czytałam jego reportaż miałam wrażenie, że wszystko, co kiedyś było dla mnie rzeczywistością, runęło. Pamiętam, że czułam bezradność autora i jednocześnie spływała ona na mnie, całkowicie mnie pochłaniając. Siedemset stron faktów, niezrozumienia dla istniejącego świat, rozpaczy  i pojedynczych historii, z których każda stawała się tą najważniejszą. Chciałam potrafić coś zrobić, ale do końca nie wiedziałam jak… Słowa powodowały bunt, niezrozumienie, złość.

Złość na niewyobrażalną niesprawiedliwość. To przecież my ustaliliśmy granice. To przecież my stworzyliśmy prawa człowieka…

„Ciekawe: gdy mówimy o prawach człowieka, myślimy zwykle o tym, że nie wsadzą cię do więzienia bez uznanych powodów, nie będą cię torturować, nie pozbawią życia, pozwolą ci podróżować, wyrażać opinie – ale nie przychodzi nam do głowy jedzenie. Prawo do jedzenia jest prawem ludzkim drugo- bądź trzeciorzędnym. Kiedy dochodzi do pogwałcenia pozostałych, robi się straszny, niemożliwy do wyciszenia skandal. Tymczasem każdego dnia setki milionów ludzi nie mogą zrealizować swojego prawa do pożywienia, lecz oburzenie – wielkich instytucji, drobnych obywateli – wyrażane jest na ogół dyskretnie.”  [„Głód” Martín Caparrós]

Więcej< Mniej

Pojęcie minimalizmu dociera do nas z każdej strony. Już od dłuższego czasu spotykam się z tym hasłem praktycznie codziennie. Wiele mówi się o odnalezieniu równowagi, zdrowego trybu życia, samokontroli. Mimo, że aspekty te są niewątpliwie ważne, to martwi mnie, że tylko w nielicznych wypowiedziach rozważania te sprowadzają się do myśli o drugim człowieku; o zachowaniu umiaru ze względu na przesycenie konsumpcjonizmem, który odbiera prawo do życia ludziom na innym kontynencie; o zachowaniu umiaru ze względu na cierpienie i niesłyszalne wołanie innych.

Kilka miesięcy temu, kiedy nienaturalnie słyszałam już tylko o minimalizmie, pewien Dominikanin podczas niedzielnego kazania zauważył, że „warto odkrywać w sobie nadmiar miłości i się nim dzielić”. W końcu dotarł do mnie ten przekaz i jestem  niezwykle wdzięczna za te słowa. Po raz pierwszy czuję, że w tym wypadku właśnie ten nadmiar jest czymś słusznym, bo  dopiero w połączeniu z tego rodzaju wypełnieniem jesteśmy w stanie ograniczać się w innych aspektach. Mniej naprawdę znaczy więcej. Niezwykle ujmuje to papież Franciszek w Encyklice „Laudato si’”:

„Nieustanne gromadzenie możliwości konsumpcji rozprasza serce, uniemożliwiając docenienie wszystkiego i każdej chwili.

Natomiast stawanie w pogodzie ducha przed tym, co istnieje, choćby tego było niewiele, otwiera nam znacznie większe szanse na zrozumienie i spełnienie osobiste. Duchowość chrześcijańska proponuje rozwój wstrzemięźliwości i zdolności radowania się, mając niewiele. To powrót do prostoty, która pozwala nam zatrzymać się i docenić to, co małe, i dziękować za możliwości, jakie daje życie, nie przywiązując się do nich ani nie smucąc z powodu tego, czego nie posiadamy.”

Natomiast w zupełnie innych słowach obrazuje to i wyjaśnia ponownie Szymon Hołownia w trakcie rozmowy dotyczącej możliwości działania w związku z problemem głodu na świecie podczas akcji „Ciacho za ciacho”:

„98% soi na świecie trafia jako pasza do żołądków zwierząt. Tą soją można by wyżywić cztery miliardy ludzi. Połowa żywności na świecie zostaje wyrzucona zanim trafi do przewodu pokarmowego człowieka jako żywność przeterminowana, jako żywność, która nie spełnia kryteriów estetycznych w sieci sklepów z bardzo wielu różnych powodów. Na świecie rocznie zabija się siedemdziesiąt sześć miliardów zwierząt w rzeźniach, z czego dwanaście miliardów wyrzuca się do kosza zanim zostaną zjedzone. To jest świat, który tak poukładaliśmy. Co możemy zrobić, żeby działając od dołu i od góry zacząć zmianę  indywidualną i systemową?  Kościół ma w tym wypadku wspaniałe narzędzie. Spójrzmy na tradycję bezmięsnego piątku. Jeżeli ktoś ją zachowuje to z przyczyn kulturowych. Myślę, że możemy opowiedzieć to jeszcze raz i zaproponować bezmięsny piątek dlatego, że są na świecie głodni ludzie. My, jedząc za dużo mięsa, zabieramy ich pożywienie i to jest wprost udowodnione liczbowo. My, nieustannie jedząc za dużo i za dużo wyrzucając, moglibyśmy chociaż w tym jednym dniu odpuścić. Nie po to, żeby oszczędzić niewiarygodne pokłady jedzenia, ale żeby obudzić w sobie świadomość, że jedzenie jest darem, który dostaliśmy. Bo wielu ludzi dzisiaj nie zje… Ktoś kiedyś powiedział, że trzy posiłki, a w zasadzie ich brak, dzieli każdego z nas od barbarzyństwa, od rzeczy, o których o sobie nie wiemy… Widziałem umierających z głodu w Kongo. Docierają do mnie historie z Bangladeszu w Cox’s Bazar. Historie o dzieciach, które dostają karton do żucia, żeby cokolwiek miały w ustach. W Jemenie dziesiątki tysięcy dzieci zginęły w tym samym trybie. Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy twoje dziecko zapada się w śmierć, plącząc z głodu, bo już nie ma siły oddychać, zasypia, a ty całą noc płaczesz bo nie wiesz, co mu powiesz jak ono się obudzi i znowu będzie chciało jeść, a ty nie będziesz mógł mu dać….”

 Wielu ludzi dziś nie zje. Z wielu przyczyn.

„Mając 170 kilogramów kukurydzy potrzebnych, by napełnić bak etanolem 85, dziecko w Zambii, Meksyku czy Bangladeszu mogłoby przeżyć cały rok. A każdego roku napełnianych jest prawie 900 milionów baków.

Podsumujmy: kukurydzy przeznaczanej na biopaliwo, na którym jeżdżą samochody amerykańskie, wystarczyłoby, aby każdy głodujący na świecie otrzymywał jej pół kilograma dziennie.” [„Głód” Martín Caparrós]

 

„Catholic Agaency for Overseas Development, CAFOD, Katolicka Agencja na rzez Rozwoju, przeprowadziła w 2002 roku analizę, która wykazała, że jedna krowa europejska otrzymuje od Unii około 2,2 dolara na dzień – 800 rocznie. Czyli każda z tych krów była bogatsza niż 3,5 miliarda ludzi, połowa ludności świata.” [„Głód” Martín Caparrós]

Szymon Hołownia traktuje o tym również w innej rozmowie:

 „Życie jest czymś najpiękniejszym na świecie i my musimy zrobić wszystko, żeby tego życia było więcej. Przykładowo przez ograniczenie jedzenia mięsa. Świat, według szacunków, może dziś wyżywić piętnaście miliardów ludzi. Prawie miliard cierpi z powodu głodu i niedożywienia, sto milionów ludzi umiera z głodu rocznie, dwa miliardy ludzi ma nadwagę i otyłość. Mam wrażenie, że świat zabija brak uważności. [..] Co to jest za świat, który dopuszcza do tego, że my, żyjąc tak jak, żyjemy, egzystujemy sobie w Polsce, a dziś ktoś na świecie umiera z głodu? Jak to jest, że dzisiaj na świecie urodzi się trzysta tysięcy ludzi, sto siedemdziesiąt tysięcy ludzi umrze , osiemset trzydzieści kobiet umrze z tych stu siedemdziesięciu tysięcy, rodząc swoje dziecko, co minutę umiera dwadzieścia jeden dzieci poniżej piątego roku życia z powodu pięciu podstawowych rzeczy, których można by było uniknąć (brak dostępu do wody, do jedzenia, do środków na malarię, do antybiotyków, toalety)? To można by było zmienić gdybyśmy zdecydowanie zaczęli reagować w sklepach, zdecydowanie reagować przy urnach wyborczych, zdecydowanie budować miejsce dla kogoś jeszcze. Ja muszę być za życiem, aktywnie, ja muszę dzisiaj sprawić, żeby tego życia wokół mnie było więcej. […] Ja muszę zrobić to, na co mam wpływ. Jeżeli pokażesz swoim przykładem, że się da, że można, to dołączy się do ciebie ktoś jeszcze.”

 

Panowie świata

„Obecna sytuacja świata rodzi poczucie tymczasowości i niepewności jutra, którego konsekwencją są wielorakie formy zbiorowego egoizmu. Gdy ludzie stają się autoreferencyjni, to izolują się w swojej świadomości, zwiększają swoją zachłanność. Im bardziej serce danej osoby jest puste, tym bardziej potrzebuje ona rzeczy, które mogłaby kupić, posiadać i konsumować. W tym kontekście nie wydaje się możliwe, aby ktoś zaakceptował granice, jakie wyznacza mu rzeczywistość. W takiej perspektywie nie ma też prawdziwego dobra wspólnego. Jeśli ten rodzaj osób będzie dominował w społeczeństwie, to normy będą przestrzegane jedynie w takim zakresie, w jakim nie będą sprzeczne z ich własnymi potrzebami. Dlatego myślimy nie tylko o możliwości straszliwych zjawisk klimatycznych lub klęskach żywiołowych, ale także o katastrofach wypływających z kryzysu społecznego. Bowiem obsesja na tle konsumpcyjnego stylu życia, zwłaszcza gdy bardzo niewielu jest w stanie tak żyć, może sprowokować jedynie przemoc i wzajemne zniszczenie.”  ~ papież Franciszek – Encyklika „Laudato si’”

Autoreferencja. Myślę o tym słowie już od dłuższego czasu. Odnoszenie się do samego siebie. Często wpadamy w tę pułapkę. W codziennych wyborach ograniczamy się jedynie do swoich aktualnych potrzeb, uznając za abstrakcję wszystko, co dotyczy osób nam obcych (nie wspominając już o osobach obcych na innym kontynencie). Myślę, że bardzo potrzebne (i pilne) jest spojrzenie na życie z dalszej perspektywy, z perspektywy członka rodziny, przyjaciela, sąsiada, obywatela tego samego miasta, państwa, obywatela innego miasta, państwa, człowieka za granicą, za morzem, oceanem. Wszędzie tam spotykamy się z życiem, z radościami, trudnościami, tragediami, dramatami, chęcią rozwoju, miłości, ciepła czy godnego istnienia. Nie jesteśmy tutaj sami. Tworzymy społeczeństwo nie tylko w obrębie konkretnego regionu. Tworzymy społeczeństwo z całym światem. „Musimy sprawić, że tragedia miliarda stanie się dla nas miliardem tragedii” – cytował Szymon Hołownia. Nie potrafiłabym tego lepiej ująć. Ta wrażliwość jest nam bardzo potrzebna. Wrażliwość na konkretnego człowieka, każdego spośród prawie ośmiu miliardów.

„Antropocentryzm, który nam się zakradł jest przerażający. Widzę jak ludzie zdołali sobie zdogmatyzować mięsożerstwo do granic nierozsądku. Nadpodaż mięsa i jego nadkonsumpcja jest naprawdę istotnym problemem ekologicznym i ono się pojawia w katalogu podstawowych zagrożeń dotyczących ocieplenia klimatu, dotyczących zatrucia atmosfery. W samym powiecie Żuromińskim żyje dwadzieścia milionów kurczaków i pół miliona świń. To jest ogromna ilość skażenia środowiska, które wywołują odchody, które wywołuje powietrze, które te fermy stwarzają. Zwierzęta, które kiedyś jadły rzeczy, których ludzie nie jedzą i przerabiały je na rzeczy, które ludzie jedzą, teraz jedzą rzezy, które mogliby zjeść ludzie. To nie może pozostać bez wpływu. Mam wrażenie, że Kościół zaczyna powoli dochodzić do tej myśli, że niszczymy przyrodę, też stworzenie, z którymi jesteśmy połączeni w jedną całość. Bo jak Bóg tworzył świat mówił to jest dobre, to jest dobre, ale wszystko razem jest bardzo dobre. A więc ten system jest czymś jeszcze większym. My jesteśmy razem częścią tego systemu. Mamy wyjątkową rolę. Jesteśmy naprawdę wyjątkowym stworzeniem. Nikt mi nie powie, że jest inaczej. Ale ta wyjątkowość nakłada też zobowiązania. Nakłada zobowiązania w sytuacji zwłaszcza, w której widzimy co się dzieje z naszą planetą, w związku z tym, że jest nas tak wielu i że tak szybko się rozwijamy. Dyskusje, które toczę z denialistami klimatycznymi, którzy mówią, że na ziemi zawsze były ocieplenia i zawsze były oziębienia, są bardzo zabawne. Oczywiście, że ocieplenia i oziębienia były zawsze, natomiast nigdy na świecie nie było ośmiu miliardów ludzi. Nigdy na świecie los tych ludzi nie zależał tak bardzo od tego, jaki jest poziom wód na świecie. Zmiany temperatury na świecie są naturalną rzeczą, natomiast postępują tysiąckrotnie szybciej niż przed rewolucją przemysłową. Siedzimy z przyrodą na jednej gałęzi. To nie będzie tak, że jeżeli wykończymy ziemię , to my ocalejemy. Mam wrażenie, że w Kościele to się zaczyna trochę budzić od strony smogu, bo mamy już badania, które jasno pokazują, ze smog zabija dzieci. Są badania, które jasno pokazują związek smogu ze wzrostem liczby poronień naturalnych w trzecim trymestrze ciąży, ze spadkiem IQ dzieci o pięć punktów, z podatnością zwiększoną na choroby. Tu się zaczyna tworzyć temat również dla tych, którzy są antropocentrystami, bo nagle się okazuje, że my nie zabijamy przyrody, tylko ludzi.”

Podsumowuje ponownie Szymon Hołownia. Wszystkie te słowa mocno dopełnia fragment przemówienia papieża Franciszka, wygłoszonego podczas spotkania z przedstawicielami narodów zjednoczonych w siedzibie ONZ:

„Wyzysk i niszczenie środowiska naturalnego są jednocześnie związane z niepowstrzymalnym procesem wykluczenia. W istocie egoistyczna i nieograniczona żądza władzy i dobrobytu materialnego prowadzi zarówno do nadużycia dostępnych środków materialnych jak i do wykluczenia słabych i niedołężnych, czy to z powodu innych umiejętności (niepełnosprawnych), albo dlatego, że pozbawieni są wiedzy i odpowiednich środków technicznych, albo też mają niewystarczającą zdolność do podejmowania decyzji politycznych. Wykluczenie ekonomiczne i społeczne jest całkowitym zaprzeczeniem ludzkiego braterstwa i jest bardzo poważnym zamachem na prawa człowieka i środowiska. Najubożsi są tymi, którzy cierpią najbardziej z powodu tych zamachów z potrójnego, poważnego powodu: są oni odrzuceni przez społeczeństwo, są jednocześnie zmuszeni do życia odpadami i muszą niesprawiedliwie ponosić konsekwencje wyzysku środowiska. Zjawiska te stanowią dziś bardzo rozpowszechnioną i nieświadomie utrwalaną „kulturę odrzucenia”.

Jak żyć…?

„Są pytania, których nikt z nas sobie nigdy nie zadawał” przeczytałam w cytowanym już przeze mnie wiele razy reportażu „Głód”.

Zanim zaczęłam czytać więcej i świadomie zwracać uwagę na problem też nie zadawałam sobie niektórych pytań. Teraz mam ich tysiące.

Zastanawiam się jak to jest możliwe, że istnieje tak ogromna niesprawiedliwość, tak zupełne poczucie braku odpowiedzialności i choćby zainteresowania. Zastanawiam się, co czuje człowiek, który cierpi z powodu niedożywienia, a któremu ludzie z taką lekkością odbierają to, czego nawet nie ma? Zastanawiam się gdzie istnieje granica zapatrzenia w samego siebie i troski “o własne dobro”? Zastanawiam się ile razy będziemy o tym jeszcze rozmawiać i kiedy przestanie być to dla nas obojętnością? Możemy mówić o Głodzie jak o pojęciu czy słowie, ale to zawsze będzie jedynie pewna forma, pewne umowne hasło, traktujące o “czymś” i “gdzieś” daleko. Głód stanowią ludzie. Głód nie jest abstrakcją. Dla niektórych jest trwożącą codziennością. Dla niektórych stanowi jedyny element rzeczywistości.

Każdy człowiek, ma prawo, żeby jeść. Nie wiedzę choćby cienia możliwości dyskusji.

Gdy zadaję sobie nieustannie nawarstwiającą się ilość pytań, dochodzę do jednego, które w przeczytanym przeze mnie reportażu powtarza się wielokrotnie:

 „Jak możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?”

Myślę, że możemy żyć, a nawet jest to pewnego rodzaju odpowiedzialność, posiadając świadomość i nieustannie ucząc się świata. Możemy żyć, budując w sobie uważność na istnienie drugiego człowieka, na jego problemy i tragedie. Możemy żyć, angażując się w troskę o istnienie innych, angażując się w obronę tych, którzy sami już nie potrafią albo w ogóle nie wiedzą, że mogą. Łatwo jest twierdzić, że postawa pojedynczych osób nic nie zmieni. Łatwo jest twierdzić, że “sprawę” może rozwiązać rząd, organizacje czy fundacje, ale nie my.  Wierzę, że każdy z nas ma wpływ. Wierzę, że pojedyncza jednostka jest w stanie być świadectwem dla wielu innych. Nie dajmy sobie wmówić, że to nas nie dotyczy. Nie dajmy sobie wmówić, że drugi człowiek może być nam obojętny. W Kongo, w Bangladeszu, w Jemenie i w wielu innych miejscach są ludzie tacy, jak my, posiadający takie same prawo do godnego życia. Ważny jest wybór każdego dnia. Wybór decydujący o tym ile konsumuję, ile zabieram dla siebie. Wybór stawiający mnie przed pytaniem czy nie zagarniam zbyt wiele, czy jestem w stanie odpuścić, czy jestem w stanie się ograniczać? Ostatecznie wybór nadmiaru miłości, którym, poprzez swoją świadomość, możemy się dzielić i wprowadzać umiar. Bo wielu ludzi dziś nie zje…

 

Zdaję sobie sprawę, że powyższy tekst jest tylko namiastką tego, co o Głodzie można napisać. Zdaję sobie sprawę, że o wielu faktach dopiero się dowiaduję, dlatego większość słów stanowią cytaty. Mocno zachęcam, żeby zagłębić się w dalszą lekturę i otwieranie swojej świadomości na temat świata poprzez poniższe źródła:

Reportaż “Głód” Martín Caparrós

“Boskie zwierzęta” Szymon Hołownia

Encyklika “Laudato si'” – deon.pl

Nauka o klimacie – strona internetowa

Nauka o klimacie – książka

Dobra Fabryka

Polska Akcja Humanitarna